ŚWIĘTA

ŚwiEta, więc jestem  aniołkiem!!!!
ŚwiEta, więc jestem aniołkiem!!!!
Święta... jak wszystkie ewenementy, zdarzenia i okazje - pobudza mnie to do refleksji...

ŚWIĘTA





No proszę, znowu - jak zresztą co roku o tej porze - nadeszły święta! Znowu panuję ogólna atmosfera radosnego podekscytowania, znowu wszystkim świecą się oczy, znów liczne pośpieszne, nerwowe informacje krzyżujące się w powietrzu:
„Gdzie spędzasz Wigilię? U mamy? U dziadków na wsi? A jedziesz do Polski? Czym, samolotem? No wiem, że drogo, zwłaszcza teraz, wszyscy chcą jechać, a linie lotmicze korzystają! Autobusem? Tak, jak ja!”

„A ty? Co robicie na Sylwestra? Będziesz na jakimś balu? Moja przyjaciółka jedzie do Pragi, podobno tam jest cudnie! Wojtek zostaje na święta w Londynie, fajnie by było do niego tam wskoczyć! Basia poleciała do Krakowa, będzie witała Nowy Rok w Zakopanym, szczęściara! Kowalscy robią u siebie prywatkę, Nowiccy imprezę, a Zośka – domówkę. Wolińscy wkręcili się na bal noworoczny w naszej ambasadzie, wprawdzie przeznaczony jest on tylko dla pracowników ambasady, ale jakoś im się udało. A ty?”

A ja chyba pójdę z przyjaciółką do restauracji, jak dwóm starszym paniom przystało. Dzieciaki mają obowiązek, jak co roku, spędzać całe ferie w domu dziadków francuskich, a ja – jako ex - żona ich ojca – tam nie pojadę, i tak jest ich razem z dziećmi, wnukami, prawnukami i jedną pięciotygodniową praprawnuczką ponad czterdzieści osób, żeby się jeszcze wszystkie i wszyscy ex zjawili, drzwi by się nie domykały... Myślicie może, że solidna, przestrzegająca tradycji rodzina, wiedząca zapewne od dawna, co i jak należy jeść na Wigilię, będzie degustować trzynaście dań? A skądże! Trzynaście – owszem, ale deserów! Tak właśnie każe tradycja francuska, o żadnym karpiu nie ma mowy, zamiast niego pożera się wspólnie tradycyjnego indora!!! Zresztą, zgodnie z nowymi trendami, czasem ten indyk jest też... z kartonu, jako umowna dekoracja, bo coraz większa część młodzieży przerzuca się na wegetarianizm, odmawiając jedzenia zwierzątek...Ale, trzynaście deserów, mniam, mniam, czemu nie? Po wigilijnym – nawet postnym, ale tak czy owak intensywnym przejedzeniu trzeba jeszcze przeżyć (i przejeść!) dwa do trzech dni świąt, po których dopiero można się będzie zabrać do codziennego odchudzania. A tu Sylwester! Szampan, ptifurki, skubanie zakąsek i przekąsek, jakieś kanapeczki, no i opychanie się resztkami specjalnych, świątecznych dań, feeria słodyczy przez całą noc – trudno, troskę o linię trzeba będzie odpuścić, przełożyć na kiedy indziej...

Sylwestra postanowiłam dla odmiany od moich poprzednich corocznych hucznych przyjęć, spędzić w tym roku skromnie, bez ekscesów. Obiecałam, że pójdę do pewnej samotnej koleżanki, że będzie skromnie. Tyle, że zaprosiłyśmy pewnego homo, to są przecież najlepsi przyjaciele, który akurat rozstał się ze swoim partnerem. Ale kilka dni temu partner do niego wrócił, i też chce się załapać na nasze przyjątko. Zgoda, czemu nie, zwłaszcza że doszły jeszcze dwie pary, jeden samotnik i jedna wdowa, i trzy przyjaciółki – papużki-nierozłączki. Zawiadomieni o projekcie sąsiedzi też obiecali wpaść, przyprowadzając gościa z Bretanii, a z Warszawy zadzwonili dwaj synowie i córka znajomej, że postanowili spędzić Sylwestra w Paryżu, ale jak nabyli bilety na przelot, zostało m tylko parę groszy. Przyjdą, przywiozą kabanosy, schab co im mama upiecze i dwie butelki, myślę że wódki, a nie szampana francuskiego!

I tak raptem ze skromnego, dwu-osobowego przyjątka wyrósł nam, jak na drożdżach do świątecznego placka, bal na piętnaście fajerek!!!

A Paryż wrze w gorączce przedświątecznej. Jak co roku, wszystkie drzewka przy Champs Elysees pokryte są lampeczkami, wesoło migoczącymi. Na każdym placu stoi choinka, każda aleja ustrojona jest wiszącymi ozdóbkami i błyskotkami, na każdej niemal uliczce wiszą barwne girlandy, ozdóbki i lampiony. Niektóre drzewa są poprzebierane za lampy, tak świecą, a niektóre latarnie udają drzewka, tak je oblepiono choinkowymi gałęziami. Wystawy sklepów przystrojone są jeszcze piękniej, niż zwykle, w domach towarowych rodzice tłoczą się, szukając prezentów, a całe miasto pachnie choinkami. Stoją one tłumnie przed kwiaciarniami, przed supermarketami, na placach i wręcz na rogach ulic – ale już coraz częściej zaczyna się mówić o szkodliwości tego zwyczaju, o tym, że dla naszej planety byłoby lepiej zalesić ją gęściej, a nie wycinać co roku takie masy drzewek. Nawet, zgodnie z tym ekologicznym prądem część ludzi nabywa drzewka z plastiku, jednak tradycja jest tak silna, że Paryż w okresie świątecznym zmienia się w pachnący lasek. Wszystko jest ustrojone, wszystko świeci się i błyszczy – istny karnawał! Jasne, nie tylko w Paryżu – wszystkie stolice, wszystkie miasta, w miarę mniej lub bardziej obfitych środkow finansowych, szczodrze się stroją, żeby przybrać odświętną szatę, żeby dać odczuć swoim mieszkańcom niezwykłość tego okresu. W Bilbao stoi wielka choinka, o wysokości trzynastopiętrowego budynku – ale nie ma na niej ani jednej igły, bo jest w całości skonstruowana z metalu. Po prostu, misternie zbudowana konstrukcja, na której za pomocą kilometrów kabli zainstalowano pół miliona kolorowych żaróweczek... Wenecja natomiast wyłamuje się z ogólnego pędu do kiczowatej dekoracji – stwierdzono tam, że samo to cudowne miasto marzeń jest tak piękne, że nic ująć, nic dodać, że jakiekolwiek przyozdabianie byłoby tanim chwytem, graniczącym ze świętokradztwem... Wyjątek – to plac Świętego Marka, na którym świeci się jednak 230 000 lampek...

A w naszym starutkim Paryżu światełka migocą, dzieciaki są zachwycone a lud się bawi!

Czy ta potrzeba wyjątkowości, odświętności tego okresu, jest nam niezbędna? Czy wszyscy – karmieni codziennymi okropnościami w telewizji, przerażani polityką międzynarodową i syceni prasowymi wiadomościami o nieustających wojnach i konfliktach – chcemy na chwilę choćby o nich zapomnieć, oddając się beztroskiemu świętowaniu, oderwać się od problemów i trosk, od nużących realiów życia codziennego? Czy nam się to należy?

No jasne, absolutnie!!!
Trwa ładowanie komentarzy...